Od dawna trwa spór o to, czy studenci studiów niepublicznych mają takie same prawa jak ci z uczelni państwowych. Zdaniem tych pierwszych, są oni gorzej odbierani na rynku pracy i dyskryminowani przez państwo np. w finansowaniu kształcenia. Zdaniem tych drugich – zasłużyli sobie na to.
Doskonale pamiętam, kiedy trzy lata temu składałam dokumenty na studia. Tysiące wątpliwości, za i przeciw. Oczywiście brałam pod uwagę możliwość, że nie dostanę się na wymarzony kierunek na wymarzonej uczelni. Studia zaoczne były dla mnie ostatecznością, nie mówiąc już o uczelni niepaństwowej. Jednak zawsze była to jakaś alternatywa w razie niepowodzenia, bo nie miałam zamiaru wybierać na siłę innego kierunku, byle tylko studiować dziennie. Uparłam się na politologię. Udało się. Szczęśliwie jestem od 3 lat studentką politologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Jednak nie każdy miał tyle szczęścia co ja.
Nie uważam osób studiujących zaocznie, czy też na uczelniach prywatnych za gorszych od dziennych. Mam wielu znajomych, dla których jest to idealne wyjście. A czasem jedyne. Często słyszy się zarzuty: „Nie chciało im się uczyć w szkole średniej, to niech teraz płacą za studia”. Jednak w niektórych przypadkach o dostaniu się na upragniony kierunek decydowało kilka punktów i za mało szczęścia na maturze. Niektórzy też od razu decydowali się na studia zaoczne, czy studiowanie na uczelniach niepublicznych. Dlaczego? Możliwość zarabiania na siebie na pełnym etacie, lepsze warunki do nauki na studiach prywatnych. Nie oszukujmy się, tego typu uczelnie bardziej dbają o profesjonalne zaplecze dydaktyczne i o szeroko rozumiany komfort studiowania. Oczywiście sprzyjają im ku temu lepsze warunki finansowe.
Tak, to prawda, teraz na studia zaoczne może iść każdy. Studia na uczelniach prywatnych może ukończyć nawet największy leń i nieuk. Ile jest osób noszących zaszczytne miano studenta tylko dzięki amnestii Giertycha? W szczególności uczelnie niepubliczne zapełnione są takimi fenomenami. Ale gdzieś obok nich są perełki, które zasługują na lepsze traktowanie. Pytanie tylko, czy dla kilku pereł warto zmieniać system, by wszystkim małżom żyło się lepiej?
Pół roku temu „niepubliczni” protestowali przed budynkiem Sejmu. Hasłem przewodnim manifestacji było „O równe szanse”. Dla wszystkich studentów, bez wyjątku. Wystosowali także petycję do Premiera, w której domagali się, by skończyć z dyskryminacją studen
tów uczelni niepublicznych. Głównie chodziło o dofinansowanie tych szkół wyższych i zmniejszenie kosztów kształcenia na nich. Hubert Zalewski, przewodniczący Międzyuczelnianego Ogólnopolskiego Niezależnego Stowarzyszenia Studentów Uczelni Niepublicznych (MONSSUN), odwołał się do sytuacji w szkolnictwie wyższym w innych krajach, gdzie uczelnie niepubliczne takie jak Oxford czy Harvard traktowane są na równi z publicznymi. Czy to jednak nie lekka przesada porównywać polskie placówki niepubliczne z Harvardem?Protesty „niepublicznych” obudziły ducha walki w „publicznych”. Protestującym radzą, by przenieśli się na studia dzienne do szkół państwowych, skoro studiowanie na niepublicznych jest dla nich za drogie. Złośliwych uwag jest więcej: na niepublicznych studiują dzieciaki bogatych rodziców (więc i po co im dofinansowanie), takie studia to dla wielu tylko ucieczka przed wojskiem, poziom nauczania graniczy ze szkołą podstawową, a tytuł magistra bez problemu można załatwić grubą kopertą. Nie wiem, ile w tym prawdy, nigdy nie miałam przyjemności (?!) studiować na uczelni prywatnej. Może to i lepiej… Przynamniej nie musiałam słuchać obelg ze strony innych studentów.
Zaoczni też nienajlepiej odbierani są przez swoich dziennych kolegów. Tu głównie rozchodzi się o poziom nauczania. Bo jak na zajęciach co drugi weekend można przerobić tyle samo materiału, co przez 5 dni w każdym tygodniu? Stąd też niektórych kierunków po prostu nie można zrobić zaocznie, jak np. medycyny. Strach byłoby się dostać pod skalpel lekarza po studiach zaocznych.
Jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jak jest naprawdę, dowie się tylko ten, kto miał okazję studiować dziennie, zaocznie, na uczelni publicznej i prywatnej. Tymczasem wracam do nauki, bo raczej nie mam szans na kupienie wpisu do indeksu.
Niestety z powodu grypy (oby nie świńskiej) nie będzie mnie na zajęciach, więc w miarę możliwości i chęci prosiłabym o komentowanie pod postem:)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny tekst, szczególnie fragment o małżach i perełkach :) Temat na dłuższą dyskusję. Ale bardzo aktualny, szczególnie teraz, przed wyborem studiów II stopnia.
OdpowiedzUsuńZdrowiej szybko :)
Tekst też mi się podobał. Twój styl nabiera dużej elastyczności i płynności Asiu:)Fajnie, że poruszyłaś ten temat:) Mam tylko uwagę co do jednego - chciałaś zachować tzw. obiektywizm, ale moim zdaniem zbyt wyraźnie widać którą stronę popierasz, ale w sumie czy można się dziwić, że my, studenci studiów dziennych zawsze będziemy z góry spoglądać na zaocznych?(tak jak studenci politechniki zawsze z góry spoglądać będą na studentów uniwersytetów:P). Ehh..Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń